Strona główna Archiwum wypraw 2014 Transalp 2014 Karwendel Route
Transalp 2014 Karwendel Route

31 sierpnia - 7 września 2014  ::  Mittenwald - Riva del Garda  ::  (Karwendel-Route)

7 dni jazdy, wyprawa z plecakami, bez transportu bagażów

Transalp Mittenwald - Riva del Garda (Karwendel-Route), 31 sierpnia - 7 września 2014

Trasa

  • początek: Mittenwald (Niemcy)
  • koniec: Riva del Garda, nad Jeziorem Garda (Włochy)
  • najwyższy punkt na trasie: przeł. Tuxer Joch (2338 m npm)
  • długość: ok. 400 km (odcinki dzienne pomiędzy 40 a 73 km, średnio ok. 50-60 km na dzień)
  • suma podjazdów: 11 800 m (suma podjazdów każdego dnia pomiędzy 1150 a 2050 metrów, średnio ok. 1700 m na dzień)
  • na trasie 2 razy skorzystamy z pomocy kolejki linowej

Trasa wyprawy prowadzić będzie z Mittenwald w Bawarii na południową stronę Alp, nad Jezioro Garda. Podczas 7-dniowej wyprawy, w drodze z północy na południe Alp przeprawimy się przez 9 przełęczy, z których 6 przekracza 2000m npm, a trzy pozostałe mocno się do tej wysokości zbliżają. Największą wysokość - 2338m npm osiągniemy trzeciego dnia wyprawy na przełęczy Tuxer Joch w paśmie Alp Zillertalskich (Zillertaler Alpen).

Wyruszmy z Mittenwald, ładnego, zadbanego miasteczka w typowo bawarskim stylu, skąd tradycyjnie (choć w tym roku akurat nie) startuje słynny wyścig etapowy przez Alpy - Craft Bike Transalp. Pierwsze 48 km naszej wyprawy prowadzić będzie zresztą tak samo, jak trasa ubiegłorocznej edycji wyścigu (a dalej pojedziemy już własnymi ścieżkami :)

Pierwszego dnia wyprawy przemierzać będziemy pasmo górskie Karwendel - zaczniemy od razu 'z grubej rury', bo tego dnia przeprawimy się nie jak zazwyczaj przez jedną, ale przez dwie alpejskie przełęcze. Z pierwszą z nich - Hochalmsattel (1803m npm) nie powinno być problemów - prowadzi na nią gładziutka, nie za stroma, doskonale nadająca się do jazdy szutrówka. W sam raz na rozgrzewkę. Zjazd - do wyboru: albo ścieżką, albo szutrem - jak kto woli.

Z drugą przełęczą - Lamsenjoch (1953m npm) nie pójdzie już jednak tak łatwo. Szutrowa droga, która tam prowadzi jest perfidnie stroma, i o ile do hali górskiej Binsalm (1600m npm) z trudem, bo z trudem, ale daje się jeszcze jakoś podjechać, o tyle dalej poddają się już nawet najlepsi. Tutaj trzeba się więc nastawić na co najmniej godzinę podchodzenia. Po osiągnięciu przełęczy czekać nas będzie jeszcze ponadkilometrowy trawers wąską ścieżką balansującą nad urwiskiem. Nie jest ona trudna technicznie, ale jeśli ktoś nie czuje się wystarczająco pewnie, to może się okazać, że i tutaj lepiej będzie poprowadzić rower. Na nocleg zatrzymamy się w przepięknie położonym (tuż za przełęczą) schronisku górskim Lamsenjochhütte.

Następnego dnia, na dzień dobry czekać nas będzie epicki zjazd - 1400 metrów w dół. Oczywiście 1400 metrów wysokości, nie długości! U góry ostrożnie, bo jest stromo, a luźne kamienie osuwają się spod kół, a od hali górskiej Stallenalm (1340m npm) już na pełnej prędkości, z wiatrem we włosach zjedziemy do Schwaz, na dno rozległej doliny Innu.

Ten etap jednak do łatwych też należał nie będzie. Rzecz w tym, że dolina Innu jest położona na wysokości 540m npm, a przełęcz Geiseljoch, na którą będziemy się wspinać - na 2292m npm. Jak nietrudno policzyć daje to aż 1750 metrów różnicy poziomów do podjechania praktycznie w jednym kawałku, cały czas pod górę... Tego dnia przekonacie się co to znaczy 'długi alpejski podjazd'... ;)

Podjazd wydaje się nie mieć końca, ale jest całkowicie przejezdny i w 100% do zrobienia w siodle - pod tym względem Geiseljoch jest jedną z najlepiej nadających się do jazdy i najwyższych w całości przejezdnych spośród alpejskich przełęczy (pomijając rzecz jasna przełęcze drogowe). Widokowo też jest zupełnie nieźle, tak więc myślę, że powodów do narzekania być nie powinno ;) Z przełęczy, patrząc na północ, doskonale widoczne jest całe pasmo Karwendel, przez które nasza trasa wiodła poprzedniego dnia, a od strony południowej bielą śniegu połyskuje lodowiec Hintertux i szczyty pasma Alp Zillertalskich, przez które przeprawiać się będziemy dnia następnego.

Oprócz widoków, nagrodą za trudy podjazdu będzie też 1000 metrów zjazdu (chyba już nie muszę dodawać że mowa o różnicy poziomów, a nie o długości?) - wąskimi, krętymi singletrackami i częściowo też szybkimi szutrami do doliny Tuxer Tal, gdzie w miejscowości Lanersbach zatrzymamy się na nocleg.

Następny, trzeci etap prowadził będzie przez przełęcz Tuxer Joch (2338m npm). To najwyższa na trasie całej wyprawy przełęcz, ale jej zdobywanie rozpoczniemy ze sporo wyższego pułapu, więc podjazd nie będzie już aż tak długi, jak poprzedniego dnia. Tym niemniej, to wciąż są Alpy, a to oznacza, że nawet na takim 'średniej wielkości' podjeździe do pokonania ciągle jest ponad 1000 metrów różnicy poziomów (z około półgodzinnym fragmentem podejścia).

Na przełęczy odpoczniemy chwilę i zjemy coś w schronisku, by nabrać sił przed czekającym nas teraz zjazdem. Technicznie, będzie to najtrudniejszy zjazd na trasie całej wyprawy. Czegóż tam nie ma!? Wąski singletrack, pełen ciasnych zakrętów - agrafek, głębokich, wypłukanych przez wodę rynien, luźnych kamieni i czort wie czego jeszcze... Ponad 500 metrów różnicy poziomów wymagające pełnej koncentracji i zachowania zimnej krwi, ale dla osób dysponujących nienaganną techniką, zaprawionych w bojach na górskich szlakach i lubiących tego typu wyzwania - w zdecydowanej większości do zjechania. A tym, dla których to wyzwanie okaże się przekraczać ich możliwości, nie pozostanie nic innego, jak tylko z góry nastawić się na dłuższy kawałek sprowadzania... Cóż, Alpy tanio skóry nie sprzedadzą!

Na koniec dnia czekać nas będzie jeszcze jeden, 500-metrowy podjazd na halę górską Sattelalm, gdzie zatrzymamy się na nocleg w bacówce - schronisku.

Nie mniej spektakularnie i interesująco od poprzednich zapowiada się też czwarty etap wyprawy. Najpierw wydostaniemy się w pobliże szczytu Sattelberg, na około 2100m npm. Stamtąd czeka nas prawie 10 km jazdy fantastyczną widokowo szutrówką. Droga prowadzi cały czas prawie poziomo, wzdłuż grzbietu, tuż poniżej grani, cały czas na wysokości pomiędzy 2000 a 2200m npm, wysoko, wysoko ponad widoczną w oddali, biegnącą dnem doliny, przez przełęcz Brenner, autostradą. Tutaj, na tej wysokości, z towarzyszącego jej zgiełku i hałasu nie dociera już nic, panuje błogi spokój i cisza.

Nasza droga, znana jako Brenner Grenzkammstrasse wybudowana została w latach dwudziestych ubiegłego wieku, tuż po I wojnie światowej, na rozkaz Mussoliniego i miała służyć celom wojskowym - a konkretnie obronie terytorium świeżo przyłączonego do Włoch Tyrolu Południowego przed zakusami ewentualnego najeźdźcy. O militarnej przeszłości do dziś przypominają napotykane po drodze pozostałości koszar, bunkrów i umocnień, czy choćby niemiłosiernie już zardzewiałego drutu kolczastego.

Po 10 km znakomitej widokowo, łatwej jazdy dotrzemy do przełęczy Sandjoch (2165m npm). Tutaj Brenner Grenzkammstrasse kończy się (a właściwie to nie kończy, tylko zaczyna sprowadzać w dół). My jednak wcale jeszcze nie kończymy naszego wysokogórskiego trawersu. Przed nami jeszcze 4 km wąską, technicznie w zasadzie dosyć łatwą, gładką, ale trawersującą zbocze o znacznej ekspozycji ścieżką do przełęczy Portjoch (2109m npm). Ścieżka prowadzi cały czas mniej więcej na jednym poziomie lub lekko w dół, jedzie się przyjemnie i łatwo, widoki też są niczego sobie, tyle tylko że na lewą stronę lepiej się nie przewracać! ;)

Ale to wszystko to dopiero przygrywka, bo prawdziwa zabawa i prawdziwe emocje zaczną się dalej - na zjeździe z Portjoch do leżącej 1000 metrów niżej doliny Pflerschtal. Ta ścieżka nie jest już tak łatwa technicznie, bo jazdę utrudniają luźne kamyczki i kamienie, których jest tutaj pod kołami całkiem sporo. Ale to nie same umiejętności zjazdowe zadecydują o tym, kto będzie tutaj zjeżdżał, a kto sprowadzał, tylko psychika i mocne nerwy :)

Uczepiona stromego, niemal pionowego zbocza ścieżka wije się dziesiątkami serpentyn, a ekspozycja terenu nie pozostawia miejsca na błąd. Wywrotka na niewłaściwą stronę nieuchronnie musiałaby się skończyć dobrych kilkadziesiąt metrów niżej... Nie dla ludzi o słabych nerwach, albo (tym bardziej) z lękiem wysokości!

Ale bez obaw - jeśli ten zjazd wydaje Ci się przerastać Twoje możliwości, to nie problem - z grzbietu (już od przeł. Sandjoch) zjechać można też znacznie łatwiejszą (i nie tak eksponowaną) ścieżką, albo nawet zupełnie łatwą szutrówką.

Po zjechaniu na dno doliny, w drugiej połowie dnia zdobywać będziemy jeszcze jedną przełęcz - Jaufenpass (2099m npm). W zasadzie jest to przełęcz drogowa, w związku z czym nie cieszy się ona wśród transalpejczyków ani zbyt wielką renomą, ani popularnością. Mnie udało się jednak odnaleźć inny, zupełnie nieznany i mało uczęszczany wariant, prowadzący w całości terenem, z dala od pełnej motocyklistów i ich hałaśliwych maszyn szosy. Również po drugiej stronie przełęczy znalazło się kilka ciekawych singletracków, dzięki którym niemal w całości uda nam się uniknąć "marnowania wysokości" jakim byłoby zjeżdżanie asfaltem ;)

Kolejnego, piątego dnia wyprawy, zdobywanie wysokości ułatwimy sobie kolejką linową, którą z okolic Merano wydostaniemy się na poziom prawie 2000m npm. Dalej pojedziemy znakomitym widokowo grzbietem, który w tej części pasma Alp Sarntalskich jest dosyć łagodny i znakomicie nadaje się do jazdy rowerem. Na jednym ze szczytów - Stoanerne Mandln (2003m npm) czeka nas niecodzienne spotkanie z grupą zamieszkujących jego okolice kamiennych ludków ;) Wokół całego szczytu stoi tu setki ułożonych z kamieni posążków, od których to właśnie pochodzi nazwa szczytu - 'stoanerne mandln' znaczy w tutejszym dialekcie tyle co 'steinerne männchen' - czyli właśnie 'kamienne ludziki'.

Znakomite ścieżki, a później także szutrówki i drogi leśne sprowadzą nas wreszcie długim, ponad 20-kilometrowym zjazdem do alpejskiej metropolii, stolicy Tyrolu Południowego, ponad 100-tysięcznego Bolzano. Ten etap zakończymy jednak nie w Bolzano, lecz w oddalonym o kilkanaście kilometrów, znacznie bardziej przytulnym Kaltern, położonym nad uchodzącym za najcieplejsze w Alpach jeziorem Kalterersee (w lecie temperatura wody dochodzi do 28 stopni!

Następny, szósty etap wyprawy rozpoczniemy znowu od wyjazdu kolejką (tym razem linowo-terenową) na przełęcz Mendelpass. Stąd, z wysokości 1363m npm zostanie nam jeszcze prawie 800 metrów różnicy poziomów do mierzącego 2115m szczytu Monte Roen. Z tych 800 metrów mniej więcej połowę da się podjechać, a resztę trzeba będzie podchodzić - nastawcie się więc od razu na około godzinne podejście. O tym, że warto było się męczyć przekonacie się na szczycie, bo Monte Roen to taka specyficzna góra, która od zachodniej strony wznosi się równomiernie i w miarę łagodnie, za to od wschodniej opada niemal pionowym klifem, oferując kapitalne widoki na leżące 1800 metrów(!) niżej sady i winnice w dolinie Adygi, jak również efektowną panoramę sąsiednich pasm górskich.

Nie mniej efektowny niż widoki ze szczytu będzie też zjazd - najpierw stromymi, wąskimi, pełnymi kamieni i korzeni singletrackami, a później także drogami leśnymi, szybkimi szutrami i asfaltami. W sumie czeka nas znowu prawie 1800 metrów różnicy poziomów i dobrze ponad 20 km zjazdu, który sprowadzi nas do Mezzolombardo w prowincji Trentino - czyli już typowo włoskiej (i włoskojęzycznej) części Włoch. Zobaczcie zresztą sami - pojedziemy dokładnie tymi samymi ścieżkami, co na poniższym filmiku!

Ale to jeszcze nie koniec jazdy na ten dzień. Do celu szóstego etapu wyprawy, Fai della Paganella, czekać nas będzie jeszcze 10 km (i 700m różnicy poziomów) niezbyt stromego, ale dość mozolnego podjazdu.

Ostatni, siódmy etap wyprawy będzie najmniej wymagający kondycyjnie. Do przejechania będziemy mieli wprawdzie prawie 60 km, ale jako że Fai della Paganella leży na 980m npm, a Jezioro Garda na zaledwie 68m npm, to będzie dużo więcej z góry niż pod górę, a suma podjazdów tego dnia wyniesie już tylko nieco ponad 1200 metrów.

Wspinając się i trawersując zbocza Paganelli (nazwa tego szczytu pewnie jest znana narciarzom i snowboardzistom, bo to jeden z bardziej znaczących ośrodków narciarskich we Włoszech), osiągniemy szczyt Monte Gazza i wysokość 1750m npm. W porównaniu z poprzednimi dniami ta wysokość już nie robi już specjalnie wrażenia, ale też powoli docieramy już do południowych krańców Alp, więc i góry robią się stopniowo coraz niższe...

Ze szczytu Monte Gazza czeka nas do wyboru: albo soczysty, wymagający technicznie zjazd stromą, usianą luźnymi kamieniami ścieżką, albo - jak kto woli - wygodną, wijącą się łagodnymi serpentynami szutrówką. Zjazd sprowadzi nas wprost nad jeziorko Lago di Toblino i ulokowany na cyplu nad jego brzegami zameczek Castel Toblino. Stąd, do celu naszej wyprawy, północnych krańców Jeziora Garda zostanie już tylko 25 łatwych, w przeważającej części płaskich kilometrów przez dolinę Valle dei Laghi.

Wyprawę zakończymy tradycyjną, rytualną kąpielą w Jeziorze Garda, podczas której zmyjemy z siebie pot i kurz z całej naszej siedmiodniowej transalpejskiej ekspedycji. A wieczorem uczcimy przemierzenie Alp z północy na południe przy pizzy i winie w którejś z urokliwych, wąskich, tętniących życiem uliczek Riva del Garda.

powiększ mapę

Profil przewyższeń - wyprawa Mittenwald - Bolzano (Karwendel Route)

Poziom trudności

Kondycja: Kondycja: 4 (trudna) (trudna)
Technika jazdy: Technika jazdy: 4 (trudna) (trudna)

Czas trwania

7 dni jazdy + 1 dzień na powrót z Riva del Garda do Mittenwald

Program wyprawy

30 sierpnia (sobota)    dojazd z Polski do Mittenwald, wspólna kolacja, zapoznanie
31 sierpnia (niedziela)   1. etap: Mittenwald - Hochalmsattel (1803m) - Lamsenjoch (1953m, schronisko Lamsenjochhütte)
56 km, suma podjazdów: 2000 m
1 września (poniedziałek)   2. etap: Lamsenjoch - Weerberg - Geiseljoch (2292m) - Lanersbach
49 km, suma podjazdów: 1870 m
2 września (wtorek)   3. etap: Lanersbach - Hintertux - Tuxer Joch (2338m) - Gries am Brenner - Sattelalm (1637m)
40 km, suma podjazdów: 1660 m
3 września (środa)   4. etap: Sattelalm - Brenner Grenzkamm (2202m) - Sterzing - Jaufenpass (2099m) - St. Leonhard im Passeier
66 km, suma podjazdów: 2050 m
4 września (czwartek)   5. etap: St. Leonhard im Passeier - Kreuzjoch (2084m) - Stoanerne Mandln (2003m) - Bolzano - Kaltern
73 km, suma podjazdów: 1150 m
5 września (piątek)   6. etap: Kaltern - Mendelpass - Monte Roen (2115m) - Mezzolombardo - Fai della Paganella
52 km, suma podjazdów: 1830 m
6 września (sobota)   7. etap: Fai della Paganella - Passo San Giovanni - Monte Gazza (1750m) - Riva del Garda
59 km, suma podjazdów: 1220 m
7 września (niedziela)   powrót z Riva del Garda do Mittenwald (pociągiem lub wynajętym busem z przyczepą na rowery)
w Mittenwald będziemy ok. godz. 19:00, następnie powrót do Polski lub nocleg
8 września (poniedziałek)   rezerwa czasowa - bardzo proszę o zarezerwowanie sobie 1-2 dodatkowych dni,  tak abyśmy mieli możliwość elastycznego reagowania w przypadku niesprzyjających warunków pogodowych - np. możliwość przesunięcia (opóźnienia) terminu rozpoczęcia wyprawy, albo wkomponowania "dnia odpoczynku" w trakcie trwania wyprawy w przypadku długotrwałego deszczu, itp.
9 września (wtorek)  

Cena

Koszt uczestnictwa w wyprawie to "wpisowe" w wysokości 990 zł

Dalsze informacje

Opis wszystkich kwestii organizacyjnych związanych z wyprawą znajdziesz na: www.transalp.pl/transalp-z-przewodnikiem.html